Merlo/Centrum Logistyki Łosośna - Najlepsza w przeładunku

Merlo/Centrum Logistyki Łosośna - Najlepsza w przeładunku

Ciągły ruch, tysiące ton przemieszczanych, konfekcjonowanych i sortowanych towarów, setki dostarczających je pociągów i załadowywanych nimi samochodów, to chleb powszedni Centrum Logistycznego Łosośna w pobliżu Kuźnicy na granicy polsko-białoruskiej.

Aby zapewnić sprawne funkcjonowanie takiego obiektu, potrzebne są solidne i wydajne maszyny przeładunkowe. W tej roli doskonale sprawdza się m.in. ładowarka teleskopowa Merlo Panoramic P60.10, która niedawno uzupełniła park maszynowy przedsiębiorstwa.

Przyszła w samą porę

Zakup przez Centrum Logistyczne Łosośna pod koniec ubiegłego roku ładowarki teleskopowej Merlo P60.10 okazał się strzałem w dziesiątkę. Jasnozielona ładowarka z miejsca doskonale wpasowała się w dobrze dobrany park maszynowy firmy, odwdzięczając się wydajnością, bezawaryjną pracą i oszczędnym spalaniem. – Ładowarka Merlo pojawiła się jak powiew świeżego powietrza. Trafiła do nas zimą, w szczycie sezonu, kiedy mieliśmy naprawdę problem z odwożeniem big-bagów na teren nieutwardzony i kiedy każdego dnia na załadunek czekało po 40 TIR-ów. Bo zamówiliśmy tę maszynę właśnie z myślą o sprawnym odwożeniu big-bagów, głównie z nawozami sztucznymi, z bazy przeładunkowej materiałów sypkich na dalej położony nieutwardzony plac, a także do ich załadunku na TIR-y. Dotychczas było to zadanie wózków widłowych, ale one nie mają aż takiego udźwigu i wysokości podnoszenia jak ładowarka, no i mogą jeździć tylko po utwardzonym placu. Tymczasem Merlo bardzo sprawnie porusza się także w trudnym terenie oraz oferuje udźwig 6 ton i wysokość podnoszenia 10 m, co pozwala przewozić po sześć półtonowych big-bagów naraz, które mogą być ustawiane jedne na drugich znacznie wyżej niż robią to wózki widłowe, radzące sobie jedynie z dwoma big-bagami. Ładowarka umożliwia także znacznie szybszy, bo w ciągu zaledwie 8 kursów, załadunek całego TIR-a – wyjaśnia Łukasz Wilamowski, kierownik działu prawnego Centrum Logistyki Łosośna, zajmującego się m.in. umowami, zakupami i marketingiem.

Ekonomiczna i funkcjonalna

Ładowarka Merlo okazała się przy tym bardzo ekonomiczna zarówno w zakupie, jak i w eksploatacji – kolejną zaletą maszyny jest bowiem niskie spalanie. – Ostatnio wykonywaliśmy bilans zużycia paliwa i wyszło, że nasza ładowarka Merlo spala 5,6-5,7 do maksymalnie 6 l na godzinę. I to w wszystko w bardzo dobrej cenie. W tej klasie maszyn naprawdę nie ma obecnie lepszej oferty na rynku. Dla porównania, konkurencyjna ładowarka innej czołowej marki, również będąca w obszarze naszych zainteresowań, kosztowała o prawie 100 tys. więcej, a oferowała o 1/3 mniejszy udźwig. Poza tym Merlo ma w standardzie kilka zalet, których nie spodziewałbym się w tej cenie, takich jak np. przesuwający się o 20 cm na boki wysięgnik, dzięki czemu nawet przy mniej precyzyjnym podjechaniu nie trzeba przeparkowywać całej maszyny, co przyspiesza pracę – przekonuje pan Łukasz.
To co najważniejsze – ładowarka pracuje bezawaryjnie non-stop od momentu zakupu. Pojawił się co prawda niewielki wyciek z hydrauliki, ale nie był na tyle istotny, żeby spowodować przestój. Autoryzowany serwis dilera Merlo w umówionym terminie uporał się z usterką bez problemów.
Oprócz transportu big-bagów, których przewożenie umożliwiają przykręcane na zwykłych widłach specjalne nakładki wydłużające, ładowarka P60.10 służy także do zamiatania. W tej roli dobrze współpracuje z polską zamiatarką firmy Pronar. – Producent z Narwi oferuje w tym zakresie równie dobry sprzęt jak zachodnie marki, a przy tym o niemal połowę tańszy. Musimy dbać o czystość na placu, bo reklamacja może dziś dotyczyć nie tylko materiału w big-bagu, ale także tego, że big-bag jest brudny – informuje kierownik Wilamowski.

Ruch jak w porcie

Centrum Logistyczne Łosośna to duży kolejowy terminal przeładunkowy przy naszej wschodniej granicy, rozlokowany na 40 ha. Firma dysponuje aż sześcioma bocznicami kolejowymi, w tym trzema szerokotorowymi, przystosowanymi do przyjmowania pociągów ze Wschodu, i może obsługiwać składy o długości ponad kilometra, do 100 wagonów na każdym torze. Na bocznicach Łosośnej stałymi bywalcami są głównie pociągi zza wschodniej granicy, gdzie transport kolejowy odgrywa bardzo dużą role i gdzie infrastruktura oraz tabor, zwłaszcza w Rosji, stoją na najwyższym poziomie. Oprócz Rosji i Białorusi przystanek końcowy w Łosośnej mają także składy z Kazachstanu, a nawet z Azerbejdżanu czy Mongolii. Z polskiej strony klienci odbierają towar zwykle transportem samochodowym, przez co w szczytach sezonu na placu bywa tłoczno. – Dziennie może przewijać się w tym czasie nawet po 120 TIR-ów, co w naszych obecnych warunkach wymaga doskonałej organizacji pracy oraz dużej dyscypliny kierowców. W niedalekiej perspektywie chcemy powiększyć plac, zmienić organizację ruchu i wydzielić subterminal dla drobnych odbiorców, co usprawni obsługę klienta. Niezależnie od warunków ważny jest też czas załadunku, dlatego tym bardziej cieszymy się z ładowarki Merlo, która okazała się maszyną bardzo szybką i wydajną. Myślimy już o zakupie kolejnej, ale o udźwigu 12 t, która na czterech widłach przewoziłaby 12 big-bagów – zdradza Łukasz Wilamowski.

Park w gotowości

Oprócz ładowarki Merlo w przeładunkach w Łosośnej swój udział mają oczywiście także inne maszyny, dobrane równie starannie pod kątem wydajności, niezawodności, a także kosztów zakupu i eksploatacji. Park firmy obejmuje m.in. ładowarki kołowe, w tym 22-tonową Liebherr L566, 18-tonową Ł-34 ze Stalowej Woli oraz największą, 28-tonowa Volvo L180G, sprawdzającą się zwłaszcza w przeładunku węgla i formowaniu nawet 30-metrowych hałd po ćwierć miliona ton, za pomocą gigantycznej łyżki „zrębkowej”, mieszczącej do 12 ton ładunku. W „służbie” są również koparki znanej z profesjonalnych maszyn przeładunkowych firmy Sennebogen, modele 822 i 825, oraz Atlas 350, oferujące zasięg ramienia 14-18 m. Również przy wyborze tych maszyn ważnym priorytetem było niewielkie zużycie paliwa, zapewniające niskie koszty przeładunku – np. średnie spalanie pracujących na terminalu ładowarek kołowych zamyka się w granicach 12-17 l/h, zależnie od modelu.
Aby uniknąć niespodzianek, zwłaszcza w newralgicznych okresach, firma stawia na profesjonalny serwis. – Musimy mieć maszyny w gotowości przez cały czas i nie możemy sobie pozwolić na nieprzewidziane awarie i przestoje. Dlatego opieramy się na serwisach firmowych, które wykonują okresowe przeglądy, utrzymują sprzęt w sprawności i zapewniają w razie awarii szybką i skuteczną interwencję. Chodzi przede wszystkim o gwarancję dostarczenia tych usług na czas, nawet za cenę dodatkowych kosztów, bo jesteśmy związani umowami, terminami i nie możemy sobie pozwolić na opóźnienia, bo to wiąże się z konkretnymi karami umownymi. Oczywiście mamy własny warsztat i starsze, proste w serwisowaniu maszyny obsługujemy we własnym zakresie, ale już generalny remont naszej 15-letniej ładowarki ze Stalowej Woli zleciliśmy producentowi – podkreśla Łukasz Wilamowski.

Stefan Szolc


Reklama
Powiązane artykuły