[ATB] Technika

Co słychać w firmie JMP gdy rynek szaleje

Data publikacji:
Co słychać w firmie JMP gdy rynek szaleje

Firma JMP Wózki Widłowe - obecnie spółka JMP - rozpoczęła działalność w 1997 r. Obchodzące ćwierć wieku historii przedsiębiorstwo wyspecjalizowało się m.in. w dystrybucji sprzętu do pracy na wysokości marki Manitou a także w sprzedaży i obsłudze nowych i używanych wózków widłowych produkcji japońskiej. Spójrzmy zatem, jak ta firma z siedzibą w stolicy Podlasia - Białymstoku radzi sobie z covidową rzeczywistością, odciskającą silne piętno również na rynku maszyn budowlanych.

Podstawowym wyróżnikiem nowej rzeczywistości na rynku są wyraźne niedobory w zakresie podaży maszyn na rynku.

– Wydzwaniają do nas klienci z całej Polski. W notesie zapisane mam trzy strony kontaktów, dla których usilnie poszukuję maszyn. Siedzę godzinami na różnych portalach ogłoszeniowych w Europie i szukam atrakcyjnego towaru. Zazwyczaj trzeba błyskawicznie podejmować decyzję o zakupie i rzadko kiedy dostawcy skłonni są do negocjacji cenowych. Każdy rodzaj sprzętu, który się pojawia w naszej ofercie, rozchodzi się bardzo szybko, niczym „ciepłe bułeczki”. Sytuacja pod tym względem jest wyjątkowa

– zauważa Jacek Paluchiewicz, współwłaściciel firmy JMP.

Podaż nie wystarcza

Czy aż takie są skutki globalnej pandemii?

– Jest to złożony problem, który wynika z wielu czynników. W dużej mierze z „pocovidowego” braku nowych maszyn wyjeżdżających z fabryk. Opóźnienia sięgają bowiem kilku miesięcy. W efekcie dzisiaj składamy zamówienia na… lipiec czy sierpień 2023 r. Ciężko jest przewidzieć odpowiednie ilości, bo sytuacji na rynku w dłuższej perspektywie nie da się określić. Długofalowe planowanie to olbrzymie wyzwanie. Mieliśmy nosa w 2020 r., kiedy zamówiliśmy więcej maszyn niż w poprzednich latach. W międzyczasie producenci znacząco podnieśli ceny, niektórzy trzykrotnie w ciągu ostatniego roku. W efekcie jesteśmy dzisiaj w stanie zaoferować maszyny zamówione rok temu w bardzo atrakcyjnych cenach w stosunku do dzisiejszych cenników większości producentów. Dodać trzeba, że fabryki nadal mają problemy z poddostawcami, co w dalszym ciągu potęguje problem z dostępnością praktycznie w każdym segmencie

– przekonuje Jacek Paluchiewicz.

– Podobnie wypożyczalnie nie mają świeżych dostaw zakontraktowanych nowych maszyn. Skupujemy najchętniej bardzo świeży sprzęt z roczników 2018-2021, ale i w tym zakresie rynek obecnie jest wyczyszczony i ciężko jest coś kupić. Z jednej strony rynek podniósł znacząco ceny, a z drugiej strony nasi klienci detaliczni niejednokrotnie sami poszukują maszyn używanych bezpośrednio na Zachodzie. W efekcie coraz więcej maszyn z tzw. prywatnego importu wjeżdża do naszego kraju

– zwraca uwagę przedsiębiorca.


W związku z tym istotne jest postawienie kwestii, kiedy można spodziewać się zmiany w tym zakresie.

– Jak na razie nie widać światełka w tunelu. Dopiero terminowe dostawy nowych maszyn sprawią, że klienci z rąk wypuszczą swoje „używki”, które normalnie sprzedaliby znacznie wcześniej. Pozytywnym jest fakt, że fabryki zaczęły w końcu dostarczać nowe maszyny. Miłym zaskoczeniem były niespodziewane dostawy ładowarek teleskopowych Manitou jeszcze w grudniu. Dzięki temu mogliśmy zrealizować kilka dostaw jeszcze w poprzednim roku, co klienci szukający kosztów na ostatnią chwilę przyjęli z ogromnym zadowoleniem. Sądzę, że w najbliższych miesiącach nadal będzie trwało zaspokajanie ogromnego zapotrzebowania na rynku i wypełnienie dziury z drugiej połowy 2021 roku, kiedy to stanęło wszystko i przez dłuższy czas nie było żadnych planowanych dostaw. Dzisiaj, gdybyśmy mieli więcej nowych i lekko używanych maszyn, sprzedalibyśmy wszystkie. 
Okres prosperity przeżywają również firmy rentalowe. – Pod koniec roku nie mogłem znaleźć ani jednej wolnej maszyny Manitou MRT na wynajem na terenie Dolnego Śląska. Często klienci są tak zdeterminowani, że nie oddają sprzętu do wypożyczalni, pomimo tego, że chwilowo nie mają dla niego pracy - lepiej mieć kontynuację umowy niż oddać sprzęt i już go nie zobaczyć

– mówi Jacek Paluchiewicz.

Co ciekawe, to problem ten nie dotyczy tylko naszego kraju. Podobne sygnały dochodzą od dostawców z Belgii, Holandii czy Wielkiej Brytanii. Wszystkim brakuje maszyn, wobec czego każdy trzyma to co ma i niechętnie sprzedaje. Jeśli już ktoś wystawia sprzęt na rynek, to jego cena jest obecnie jakieś 15-20% wyższa niż jeszcze rok temu. 

Windowanie cen

Białostocka firma wciąż koncentruje swoje działania w obszarze ładowarek teleskopowych i wózków widłowych. Nie jest to jednak proste, gdy terminy oczekiwania na nowy sprzęt wynoszą od 6 do 12 miesięcy.

– Występuje duży problem z podażą wózków widłowych wyposażonych w silniki diesla. Zmieniła się norma emisji spalin ze Stage IV na Stage V, co spowodowało, że kilku producentów zaprzestało produkcji takich maszyn bądź miało problemy z dostawami jednostek napędowych i innych komponentów. Był też duży problem ze skokami cenowymi - nawet o 50%, gdyż większość komponentów produkowanych jest w Chinach. A najważniejszy czynnik cenotwórczy to wzrost kosztów kontenerów, z 2 tys. do nawet 17 tys. dolarów za sztukę. W ostatnim czasie praktycznie z każdą dostawą ceny wózków widłowych rosły. W efekcie podjęliśmy decyzję o wykupieniu wszystkich dostępnych wózków widłowych spośród marek, którymi handlujemy. Wszystkie nowe wózki, zwłaszcza z silnikami diesla, były wręcz rozchwytywane

– podkreśla Jacek Paluchiewicz.

W efekcie dziś plac jest już pusty, a w tym tygodniu wyjeżdżają ostatnie wolne sztuki z 2021 r. 
Jeżeli chodzi o popyt na ładowarki teleskopowe, to tu ratunkiem były zakupy sprzętu używanego z Zachodu.

– Najczęściej sprowadzany magiczny rocznik 2019 w tym roku był naszym bestsellerem. Do naszych klientów dostarczyliśmy rekordowe ilości maszyn Manitou w historii naszej firmy, co pozwoliło na niemal podwojenie obrotów w stosunku do - wydawało się - najlepszego roku 2020. W tym roku najczęstszym pytaniem było nie „za ile” tylko „na kiedy”

– podsumowuje Jacek Paluchiewicz

Hotel dla palet

Pomimo wyjątkowej koniunktury na rynku sprzedaży i wynajmu maszyn firma JMP stawia na dywersyfikację prowadzonego biznesu. Doskonałym tego przykładem jest uruchomienie centrum logistycznego w Białymstoku , w którym wynajmowane są powierzchnie magazynowe i prowadzony jest tzw. „hotel palet”.

– Wielu klientów nie ma swoich magazynów. Jest to coraz droższe, ale wystarczy, że my przetrzymamy na półkach ich towar i odpowiednio obsłużymy. Bierzemy pieniądze za obsługę logistyczną. Działamy kilka miesięcy, a półki już pękają w szwach. W tym segmencie rynku jest olbrzymi potencjał

– kończy Jacek Paluchiewicz.

Polecamy powiązane produkty z naszego sklepu:

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj aktualności techniki budowlanej - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

Reklama
Najnowsze artykuły:
Reklama

Najnowsze z kategorii

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.