Opinie użytkowników

Dieci AgriPlus po 12 latach pracy w gospodarstwie

Data publikacji:

Do gospodarstwa Krzysztofa Grzywińskiego w Tropach Sztumskich (woj. pomorskie) Dieci AgriPlus 40.74 PS trafiło w 2014 r. Wybór nie był oczywisty, bo marka nie należała wówczas do najbardziej rozpoznawalnych na rynku. Zdecydowały wcześniejsze doświadczenia z ówczesnym, a od kilku miesięcy znów obecnym dilerem tej marki - firmą Agroperfekt, test mniejszego egzemplarza i wreszcie wyjazd do fabryki Dieci we Włoszech. Dwanaście lat później ładowarka wciąż pracuje przy słomie, sianokiszonce, oborniku i wapnie, wykonując ok. 500 h rocznie. Po takim czasie użytkownik potrafi już dokładnie wskazać zarówno jej mocne strony, jak i rozwiązania, których dziś nie chciałby sobie odpuścić.

    Krzysztof Grzywiński

Rodzice Krzysztofa Grzywińskiego gospodarowali na ok. 65 ha. Dziś rolnik ma 107 ha własnych i ok. 20 ha dzierżaw, przede wszystkim na glebach klasy III i IV. Najwięcej wysiewa pszenicy ozimej - zwykle 40-45 ha. Rzepak zajmuje ok. 20 ha, buraki cukrowe ok. 15 ha, podobną powierzchnię kukurydza, a strukturę uzupełniają łąki i pastwiska.
Równie ważna jest produkcja zwierzęca. W oborze stoi 48 krów dojnych, a całe stado, razem z młodzieżą i bykami, liczy ok. 120-125 szt. Hodowla jest w rodzinie od pokoleń. 

– Moja mama nie wyobraża sobie gospodarstwa bez krów. Zawsze mi mówiła, że będzie źle, ale gdy będziesz miał krowy, to zawsze będzie jakoś – mówi Grzywiński.

Przy takiej strukturze produkcji sprzęt do załadunku nie pracuje tylko przez kilka tygodni w roku. Sama słoma to ok. 1200-1300 balotów rocznie, sianokiszonka kolejne ok. 900, do tego dochodzi ok. 200 balotów siana. Jest też obornik stosowany zwykle w dawce 30-35 t/ha na 25-30 ha rocznie oraz wapno. 

– Jak ma się bydło, to ta ładowarka dużo pracuje w oborniku, przy podwalaniu i różnych takich rzeczach. Nieraz jakąś dziurę wykopię, jak trzeba – mówi gospodarz. 

Część lżejszych zadań przejmują dwie ładowarki przegubowe Weidemann, dlatego AgriPlus wykonuje ok. 500 h rocznie. Bez nich przebieg byłby większy.

Jeden sprawdzony partner

Park maszynowy Grzywińskich jest wielomarkowy. Są w nim m.in. ciągniki Massey Ferguson 6490, Fendt 714, Massey Ferguson 5710 S, Lamborghini Grand Prix 90 pracujące przy wozie paszowym czy kombajn Claas Tucano 440. Taki zestaw nie jest przypadkiem. 

– Nie szedłem stricte w jedną markę. Starałem się dobierać sprzęt tak, żeby pasował do mojego gospodarstwa i jakościowo też był dobry – tłumaczy właściciel.

Choć marki się zmieniały, w historii kolejnych inwestycji regularnie powtarzała się firma Agroperfekt z Kisielic. Współpraca zaczęła się na długo przed zakupem Dieci. Za pośrednictwem tego dilera do gospodarstwa trafiły m.in. 12-tonowy rozrzutnik obornika Joskin FertiCap, beczkowóz tej samej marki o pojemności 7000 l, mini-ładowarka Weidemann 1380, a także maszyny zielonkowe Pöttinger - zgrabiarka i przetrząsarka.

Wśród zakupów była też samozaładowcza owijarka McHale. Początkowo Grzywiński nie był do końca przekonany, czy takie rozwiązanie rzeczywiście jest mu potrzebne. Z czasem okazało się, że była to jedna z tych inwestycji, które bardzo szybko bronią się w codziennej pracy. 

– To petarda. Do dziś każdy mówi, że to bardzo dobry był zakup. Nikogo nie potrzebujesz - sama załaduje, sama zrzuci belę, sama zapnie folię – mówi gospodarz. 

Wcześniej przy owijaniu potrzebnych było kilka osób, więc korzyść nie sprowadzała się wyłącznie do wydajności maszyny, ale również do ograniczenia zapotrzebowania na pracę.

Za wieloma z tych decyzji stał Paweł Kotala, obecnie dyrektor handlowy w firmie Agroperfekt

– Bardzo dobrze mi się z nimi współpracowało. Paweł mi dobrze doradzał, bo wiadomo, że w tamtych latach człowiek był jeszcze trochę „świeży” – wspomina Grzywiński. 

Z czasem doświadczenia przybywało, a dostęp do opinii o sprzęcie stał się znacznie łatwiejszy, ale relacja z dilerem pozostała. Co istotne, gospodarz podkreśla, że również przy pozostałych kupionych tam maszynach nie było większych problemów wymagających poważnych interwencji serwisowych.

I to właśnie z tej wieloletniej współpracy wyrosła historia Dieci. Kiedy w gospodarstwie zaczęto myśleć o ładowarce teleskopowej, Kotala zaproponował test Dieci AgriStar. Maszyna zrobiła dobre pierwsze wrażenie, ale zakup nie nastąpił od razu. Decydujący impuls przyszedł później, wraz z propozycją wyjazdu do fabryki Dieci we Włoszech.

Fabryka przekonała do Dieci

Dziś obejrzenie produkcji przed zakupem maszyny może nie wydawać się czymś niezwykłym. W 2014 r. dla Grzywińskiego miało jednak duże znaczenie, bo Dieci pozostawało marką znacznie mniej znaną niż główni konkurenci. 

– Jak zajechałem do tej fabryki, dopiero oczy otworzyłem. I jak przeszliśmy się po fabryce, zobaczyliśmy, jak i z czego powstają te maszyn, to dopiero mi się lampka zapaliła – wspomina.

Oczywiście znaczenie miała również cena. 12 lat temu różnica pomiędzy Dieci a najbardziej rozpoznawalnymi markami wynosiła ok. 50 tys. zł. Po obejrzeniu fabryki rolnik uznał, że nie widzi uzasadnienia dla takiej dopłaty. 

– Pomyślałem: czemu mam przepłacać za markę? Świat należy do odważnych – mówi Grzywiński.

Tak w 2014 r. w Tropach Sztumskich pojawił się AgriPlus 40.74 PS. Maszyna była już wcześniej zamówiona przez dilera, dlatego gospodarz nie konfigurował jej od zera. I dziś właśnie w wyposażeniu widzi kilka rzeczy, które wybrałby inaczej.

Co się zepsuło, a co nadal działa?

AgriPlus dysponuje udźwigiem bliskim 4 t, który zdaniem użytkownika do dziś - podobnie jak i wysokość podnoszenia - całkowicie wystarcza do wykonywanych prac. Pod maską pracuje silnik Iveco o mocy 130 KM. Egzemplarz Grzywińskich nie ma AdBlue ani filtra cząstek stałych i właśnie jednostka napędowa jest jednym z najlepiej ocenianych podzespołów. 

– Do silnika zero zastrzeżeń. Tyle lat i od wymiany do wymiany oleju nic – podkreśla rolnik. 

Olej zmieniany jest mniej więcej co 300 h. 

Najbardziej pracochłonne naprawy przez 12 lat były związane z przewodami hydraulicznymi prowadzonymi wewnątrz teleskopu. Dwukrotnie trzeba było wyjąć wewnętrzną część wysięgnika. Za pierwszym razem przewód puścił w miejscu ściskania, a po ok. dwóch latach sytuacja powtórzyła się z kolejnym. 

– Najgorsze jest to, ile roboty potrzeba, żeby się do tego dostać. Pierwszy raz było ciężko, ale później serwisanci powiedzieli nam, gdzie wybić, co podstawić i jak wycofać ładowarkę. Za drugim razem było już łatwiej – mówi Grzywiński. 

Od ostatniej takiej naprawy minęło ok. 4 lat.

Co ważne, lista poważnych usterek praktycznie na tym się kończy. Gospodarz podkreśla, że przez cały okres eksploatacji nie było problemów z pompą hydrauliczną czy elektrozaworami. Po latach zużyły się natomiast tuleje tylnego wahacza. Mimo że maszyna była regularnie smarowana ręcznie, trzeba było je wymienić. To doświadczenie sprawiło, że dziś Grzywiński nie zastanawiałby się nad jednym elementem wyposażenia. 

– Jak jest możliwość, centralne smarowanie powinno być w każdej ładowarce. Moim zdaniem powinno być w standardzie – podkreśla.

Nie zrezygnowałby również z amortyzacji wysięgnika. Testowany przed zakupem AgriStar ją miał, AgriPlus - już nie. 

– Jak się gdzieś przemieszczałeś, tam ramię ładnie pracowało. W mojej ładowarce wjedziesz trochę w dołek i od razu wszystko czuć – porównuje.

Słabszą stroną 12-letniego egzemplarza pozostaje też klimatyzacja. W upalne dni przez pierwszą godzinę działa prawidłowo, później jej wydajność spada. Grzywiński wiąże to z chłodnicą umieszczoną na dachu i niewielkimi wentylatorami. W 2026 r. ładowarka dostała ponadto komplet nowych opon, ponieważ dotychczasowe zaczęły pękać, szczególnie z przodu.

Czas na porównanie

Po 12 latach AgriPlus 40.74 PS nie jest jeszcze maszyną przeznaczoną do odstawienia. W gospodarstwie są obecnie ważniejsze inwestycje, związane m.in. z dalszym rozwojem produkcji zwierzęcej. Krzysztof Grzywiński przyznaje jednak, że razem z synem powoli zaczynają myśleć o przyszłości ładowarki. Przyjdzie moment, kiedy w starszą maszynę trzeba będzie zacząć więcej inwestować i wtedy pojawi się pytanie, czy dalsze naprawy nadal będą ekonomicznie uzasadnione.

Co ciekawe, już wkrótce Grzywiński będzie miał okazję sprawdzić, jak przez 12 lat zmieniły się maszyny Dieci. Do gospodarstwa ma bowiem trafić na testy nowy AgriStar 40.8, dysponujący udźwigiem 4 t i wysokością podnoszenia 8 m. Maszyna jest wyposażona m.in. w centralne smarowanie, amortyzację wysięgnika, odwracalny wentylator oraz pompę tłoczkową o wydajności 170 l/min. A więc również w rozwiązania, których po latach użytkowania swojego AgriPlusa użytkownikowi najbardziej brakuje. To będzie ciekawe porównanie, bo tym razem Krzysztof Grzywiński nie będzie już rolnikiem, który dopiero poznaje mało znaną mu markę. Do AgriStara 40.8 wsiądzie jako użytkownik mający za sobą 12 lat pracy ładowarką Dieci i tysiące przeładowanych balotów.

 

Grzegorz Antosik

Grzegorz Antosik

Redaktor naczelny atr express

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj aktualności techniki budowlanej - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

YouTube atb

zobacz więcej

Pokaz ładowarki Venieri 1.63D TL, minikoparki Messersi M16U i M28U


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Pokaz maszyn Mecalac: 8MCR, 9MWR, AS750 i Revotrack 9 w akcji na placu testowym


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Bądź na bieżąco! Zapisz się do newslettera