Opinie użytkowników

Sześćdziesięciolatki marki Landini wciąż na pierwszej linii

Data publikacji:

Któż z miłośników techniki rolniczej nie zna efektownych parad i przejazdów zabytkowych traktorów? W każdym z nich uczestniczą pojazdy, z których każdy ma swoją, często bardzo interesującą, historię. Są też takie, które poza przeszłością żyją też teraźniejszością. Tak jak w przypadku dwóch gąsienicowych ciągników Landini, które z równym wdziękiem dumnie paradują np. podczas Bieszczadzkiej Rejzy, a także wciąż spełniają bardzo ważną rolę w warsztacie mechanicznym Piotra Kędzierskiego w Iwoniczu Zdroju (woj. podkarpackie).

    Sześćdziesięciolatki marki Landini wciąż na pierwszej linii.

Jak to się stało, że w Beskid Niski trafiły bardzo leciwe, ale wciąż żwawe ciągniki Landini - C35 i C5000? – Pierwszy z nich jest u mnie już 7 lat. Zaczęło się od tego, że mój nieżyjący brat pracował przy rozbiórce hotelu na Korsyce. Tam pod stertą żelastwa znalazł Landini C35. Przysłał mi zdjęcie tego traktora i zapytał „co robimy”? Co mogliśmy zrobić - zorganizować lawetę i kombinować, jak go jakoś przewieźć. Na szczęście znałem już te ciągniki wcześniej, bo od dziecka interesowałem się pojazdami typu DT, które wykorzystywane były w położonej nieopodal kopalni ropy naftowej – wspomina użytkownik. Czy zatem w Beskid Niski mogły trafić klasyczne ciągniki kołowe, czy też wyłącznie te na gąsienicach?

Odpowiedź wydaje się oczywista, gdyż przedsiębiorca ma także inne ciągniki tego typu, również przeżywające w jego rękach kolejną młodość - Fiat, Kubota czy Mitsubishi z 1971 r. – Próbowałem używać normalnego wózka widłowego, ale szybko się poddałem. A że teren jest mocno pofałdowany, górzysty, to poradzić sobie może ciągnik na gąsienicach, mimo tego, że niektóre parametry robocze - np. prędkość maksymalną - ma nawet o połowę niższą od ciągnika kołowego. Mierzyliśmy GPS-em i mój C35 potrafi jeszcze osiągać prędkość 17 km/h, choć według książki - nawet o 4 km/h mniej – wyjaśnia Piotr Kędzierski.

Pali na dotyk

Projektowany w tajemnicy jeszcze w czasach II wojny światowej przez konstruktorów włoskich, a produkowany od 1959 r. pierwszy ciągnik gąsienicowy w historii firmy Landini - czyli model C35, rocznik 1961 i jego nieco mocniejszy rówieśnik (dla porównania: w naszym kraju w tym czasie królowały pamiętane raczej wyłącznie przez miłośników zabytków ciągniki C-45 - przyp. red.) trafiły do Iwonicza Zdroju jednym transportem w opłakanym stanie, tak więc konieczna była ich rewitalizacja. – Głównie dotyczyła jednak stanu wizualnego. Konieczne było czyszczenie, malowanie, bo pod innymi względami ciągnik był absolutnie sprawny - ma np. pompę typu Spika, produkowaną jeszcze przed pompami rotacyjnymi, po prostu nie do zdarcia. Wystarczyło to zalać świeżym paliwem, olejem, wymienić filtry i traktor pali na dotyk, nawet przy niskich temperaturach. Zresztą jest tak od samego początku. Prawdę mówiąc, trudno mieć jakiekolwiek uwagi do silnika Perkinsa, a i gąsienice to rewelacja. Nawet ich nie musiałem naciągać – mówi przedsiębiorca.

Cadillac przy Maluchu

Wiek maszyny mówi sam za siebie, a jaki jest jej przebieg? Trudno precyzyjnie go określić, gdy wspomnieniem jest oryginalna linka, a założona obecnie - z Massey Fergusona, działa tylko w lecie. Może zatem łatwiej będzie określić bieżące zapotrzebowanie na jego usługi. – Staram się go nie przemęczać, bo to zabytek, w który włożyłem dużo pracy i serca. Landini C35, po lekkiej przeróbce i zamontowaniu dodatkowego zbiornika na olej, pracuje z widlakiem w transporcie w moim warsztacie mechanicznej obróbki metali albo wykorzystywany jest do ciągnięcia drzewa w lesie – przekonuje Piotr Kędzierski. Produkowanych we Włoszech ciągników nawet nie sposób porównywać z maszynami typu radziecki DT 75 czy nasz krajowy Mazur. – Czy można porównywać ciągnik, który waży 2,5 tony z 7-tonową maszyną? Gabarytowo na pewno nie, jeśli chodzi o ich klasę również nie sposób. To tak, jakby obok siebie postawić Cadillaca i Malucha czy Syrenę, rzecz jasna na korzyść naszych ciągników z Włoch.

Wystarczy spojrzeć na te przepiękne maski z obłymi kształtami, produkowane przecież wtedy, kiedy nie było jeszcze maszyn numerycznych. Wiadomo też jednak, że ciągniki Landini były produkowane na kraje południowe. Nawet pasowania są w nich troszkę inaczej dobierane ze względu na klimat, który tam panuje. Poza tym są inne tolerancje pracy silnika, stosuje się inne oleje itp. Przykładowo, gdy wylewałem olej ze skrzyni biegów w ciągniku C5000, to przy ujemnej temperaturze ma on konsystencję bardzo gęstego miodu. Dlatego zimą nawet się do niego nie zbliżam – zauważa Piotr Kędzierski. Przydatności obu ciągników Landini na wysokości przekraczającej 400 m n.p.m. nikt nie kwestionuje, ale trzeba się nimi posługiwać z głową. – Jest to ciągnik bardzo potrzebny, ale i niebezpieczny do pracy w górach. Wystarczą słabe hamulce albo zaoliwione sprzęgła, aby można było sobie krzywdę zrobić. I mnie się zdarzyło w ten sposób na drzewie zatrzymać - pewnie wystarczyłoby ściągnąć burtowe zwolnice i wymienić simeringi, bo pewnie lata zrobiły swoje – dodaje użytkownik.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj aktualności techniki budowlanej - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

YouTube atb

zobacz więcej

Pokaz ładowarki Venieri 1.63D TL, minikoparki Messersi M16U i M28U


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Pokaz maszyn Mecalac: 8MCR, 9MWR, AS750 i Revotrack 9 w akcji na placu testowym


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Bądź na bieżąco! Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.