Opinie użytkowników

Strautmann Magnon i Verti Mix w dużym gospodarstwie mlecznym

Data publikacji:

W gospodarstwie Jakuba Banasiaka w Kaskach na Mazowszu dzień wyznacza rytm produkcji mleka. Tu nie da się przesunąć karmienia na jutro ani poczekać ze zbiorem zielonki do następnego tygodnia. Przy około 200 krowach dojnych i 300 ha ziemi każda decyzja sprzętowa ma bezpośredni wpływ na organizację pracy. Dlatego maszyny nie są tu dodatkiem do gospodarstwa - są jego kręgosłupem.

    Jakub Banasiak

Kaski to miejscowość koło znanego z planowanej budowy lotniska w Baranowie, gdzie Jakub Banasiak prowadzi gospodarstwo wspólnie z ojcem i żoną. Łącznie z dzierżawami areał wynosi obecnie ok. 300 ha. W oborach utrzymywanych jest ok. 200 krów dojnych, a wraz z młodzieżą hodowlaną pogłowie sięga blisko 500 sztuk. Przy takiej skali produkcji pola mają w pierwszej kolejności zapewnić paszę dla stada. W strukturze zasiewów dominują kukurydza, trawy i zboża, a sprzedaż płodów rolnych pojawia się głównie wtedy, gdy rok okaże się korzystny. 

– Jak urośnie dobrze, to starczy dla krów i można będzie trochę sprzedać, a jak urośnie słabiej, to wszystko pójdzie na potrzeby stada – mówią gospodarze. 

Najpierw bezpieczeństwo paszowe, później rynek. Jednak ostatnie lata coraz częściej wymagają korekty planów. Susza staje się codziennością, a warunki ekonomiczne zmieniają się szybciej niż pogoda. 

–Tegoroczna wiosna jest fatalna, wody nie ma w rowach, jest bardzo sucho – pada krótki komentarz. 

Do tego dochodzą spadki cen mleka. 

– Jeszcze w grudniu było 2,40 zł za 1 litr, a teraz płacą tylko 1,80 zł netto – wylicza właściciel. Przy miesięcznej produkcji sięgającej 130-140 tys. l mleka taka różnica oznacza bardzo poważny ubytek przychodów i jakakolwiek nowa maszyna nie może być zachcianką. Musi usprawniać pracę i bronić się ekonomicznie.

Magnon miał po prostu robić robotę

W 2021 r. do gospodarstwa trafiła przyczepa zbierająca Strautmann Magnon 470 DO. Była to pierwsza maszyna tej marki w Kaskach, choć początkowo rolnicy byli blisko wyboru konkurencyjnego rozwiązania. 

– Mieliśmy już zamówionego Pöttingera, ale handlowiec Strautmanna walczył tak zaciekle, że ostatecznie kupiliśmy Magnona – wspomina Jakub Banasiak.

Za tą decyzją nie stała jednak sama rozmowa handlowa. Przedstawiciel marki tłumaczył różnice konstrukcyjne, pokazywał maszyny u innych użytkowników i odpowiadał na szereg pytań technicznych. W praktyce właśnie takie zaangażowanie często przesądza o zakupie. Wybór modelu również był przemyślany. Potrzebna była maszyna odpowiednio duża, ale bez nadmiernych kosztów i gabarytów. 

– Ta była dla nas wystarczająca - pojemność zgodnie z DIN to 44 m³ – podsumowuje właściciel.

Z perspektywy kilku sezonów widać, że decyzja była trafna. Przyczepa wykonuje ok. 100 załadunków rocznie, co dało już  500 przyczep zielonki. Większych awarii użytkownik nie doświadczył, a w razie problemu, egzamin zdał serwis. Banasiakowie dobrze pamiętają sytuację podczas zbioru mieszanki trawy i żyta. Materiał zaczął owijać się na podbieraczu (szerokość 2,25 m), zatrzymując pracę maszyny. 

– Zadzwoniłem do serwisu, była czternasta. A już następnego dnia o dziesiątej był nowy podbieracz z Niemiec – relacjonuje właściciel. 

Wystarczyło zastosować inną konstrukcję podbieracza i problem już nie powrócił. Takie sytuacje najlepiej pokazują, czym w praktyce jest obsługa posprzedażowa. W sezonie zbioru liczy się czas reakcji. Zielonka zbierana jest w krótkich oknach pogodowych, a jeden dzień przestoju potrafi kosztować więcej niż część raty leasingowej. W tym kontekście warto też dodać, iż rolnik wysoko ocenia także trwałość elementów roboczych. 

– Może ktoś wierzyć albo nie, ale noże mam fabryczne od nowości – mówi. Przy kilku sezonach pracy i jednorazowym ostrzeniu to wynik, który trudno pominąć.

Maszyny rolnicze marki Strautmann w gospodarstwie rolnym Pana Jakuba Banasiaka. #atrexpress


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Pola oddalone o 15 km uczą logistyki

W Kaskach duże znaczenie ma rozproszenie działek. Część pól znajduje się nawet 15 km od gospodarstwa. To oznacza, że wydajność samej przyczepy nie wystarczy. Równie ważny staje się transport. 

– Dziesięć kilometrów jechać czy dwanaście, to tyle co bym dwie przyczepy z sąsiedniego pola zwiózł – zauważa gospodarz. 

Dlatego Magnon 470 współpracuje z ciągnikiem JCB Fastrac 8330 o mocy około 330 KM. Właściciel ceni go właśnie za pracę w transporcie. 

– Jedzie się wygodnie, jak ciężarówką – mówi o komforcie jazdy. 

Przy rozrzuconych polach szybki przejazd między łąką, polem a pryzmą realnie zwiększa wydajność całego zestawu. Warto dodać, iż w gospodarstwie zrezygnowano z belowania. Powodem była nie tylko organizacja pracy, ale również jakość paszy. Baloty zebrana rano czy wieczorem potrafią różnić się wilgotnością, a więc i wartością pokarmową.

Paszowóz, który miał odzyskać czas

Jeśli przyczepa zbierająca odpowiada za zbiór paszy, to wóz paszowy decyduje o codziennym żywieniu stada. Drugą maszyną Strautmann w gospodarstwie został model Verti Mix 3451 Tripleo pojemności 34 m³, wyposażony w trzy ślimaki mieszające. Zastąpił wcześniejsze paszowozy, mieszczące odpowiednio 10 m³ i 18 m³.
Powód zmiany był prosty: dotychczasowe przygotowanie TMR zabierało zbyt wiele czasu. 

–Chcieliśmy dawać paszę nie przez dwie godziny, tylko godzinę dziennie – tłumaczy gospodarz. 

Nowy wóz przygotowuje jednorazowo 10-11,5 t mieszanki. W dawce znajdują się kiszonka z kukurydzy, trawa, słoma, śruty zbożowe, śruta sojowa i rzepakowa. Sam proces mieszania po załadowaniu trwa zwykle 25-30 min.  Przy wyborze gospodarze byli przekonani, że chcą wersję trzyślimakową. 

– W życiu nie wymieszamy na dwóch ślimakach tak jak na trzech – pada w rozmowie. 

Ich zdaniem przy dużej objętości paszy trzy ślimaki szybciej rozdrabniają materiał i lepiej go homogenizują. 

– Jak jest sucha słoma, to potnie ją na zapałkę – podkreśla Jakub Banasiak.

Gdy duża maszyna musi zmieścić się do starej obory

Zakup tak dużego wozu paszowego nie był jednak oczywisty. Gospodarstwo pracuje w budynkach, gdzie miejsca do manewrowania nie ma zbyt wiele. 

– Nie chcieli nam go sprzedać, bo twierdzili, że się nie zmieścimy – wspomina właściciel. 

W efekcie do centrali Strautmanna wysyłano zdjęcia zabudowań, analizowano szerokości przejazdów i promienie skrętu. Ostatecznie maszyna pracuje bez problemu, a dzięki trzem zasuwom możliwe jest wygodne zadawanie paszy również w węższych oborach.

Efekt widoczny w zbiorniku mleka

Najważniejsza ocena wozu paszowego nie pada jednak przy maszynie, lecz przy wynikach stada. Po zmianie sprzętu właściciele zauważyli poprawę parametrów mleka. 

– Wydajność może nie wzrosła, ale parametry się poprawiły. Tłuszcz - 4,25%, białko 3,65% i to się trzyma – mówi Banasiak.

Według gospodarzy dawka stała się bardziej jednorodna, a problemy żywieniowe zostały ograniczone. W praktyce właśnie o to chodzi w dobrze dobranym paszowozie - ma być narzędziem produkcyjnym, a nie tylko zbiornikiem z mieszadłem.

Rozwój nie kończy się na dwóch maszynach

Skala produkcji oznacza także duże ilości nawozów naturalnych. Z ok. 5200 balotów słomy rocznie powstaje nawet 7000 t obornika. Nic dziwnego, że w planach pojawia się kolejna inwestycja, czyli rozrzutnik obornika. W Kaskach intensywnie myślą również o nowej 40-tonowej suszarni, która ma zastąpić jednostkę 18-tonową, wykorzystywaną przez rodzinę Banasiaków w prowadzonym obok gospodarstwa skupie kukurydzy.

To pokazuje, że rodzina Banasiaków myśli nie tylko o bieżącej produkcji ale również o dalszym rozwoju. Wszystko zależy jednak od sytuacji ekonomicznej gospodarstwa, na którą wpływa nie tylko mniejsza niż jeszcze rok temu rentowność produkcji mleka, ale i duże inwestycje zrealizowane w ostatnim czasie - m.in. zakup 3 ciągników, kombajnu zbożowego i prasy zmiennokomorowej John Deere.

Sprzęt oceniany po pracy

Wróćmy jednak do maszyn marki Strautmann. Ich historia w gospodarstwie Banasiaków pokazuje, jak dziś podejmowane są decyzje zakupowe w rolnictwie. Nie liczy się logo na burcie, lecz to, czy maszyna jest w stanie każdego dnia rozwiązywać realne problemy gospodarstwa - skracać czas pracy, poprawiać logistykę, zapewniać jakość paszy i działać wtedy, gdy jest potrzebna. 

Najkrócej podsumowuje to sam właściciel: 

– Produkt się obronił i bublem się nie okazał. W przypadku gospodarstwa utrzymującego 200 krów dojnych to naprawdę bardzo dobra rekomendacja.

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj aktualności techniki budowlanej - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

YouTube atb

zobacz więcej

Pokaz ładowarki Venieri 1.63D TL, minikoparki Messersi M16U i M28U


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Pokaz maszyn Mecalac: 8MCR, 9MWR, AS750 i Revotrack 9 w akcji na placu testowym


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Bądź na bieżąco! Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.